>>>>>>>>Moja historia<<<<<<<<

Dzisiejszy wpis został przygotowany w ramach projektu klubu polek na obczyźnie

po

Moim ulubionym przedmiotem w szkole była geografia.
Lubiłam wędrować palcem po mapie i słuchać o dalekich podróżach.

Włóczyć zaczęłam się całkiem wcześnie. Najpierw była Polska, potem powoli stopniowo wyjazdy zagraniczne. W czasie studiów wyjeżdzałam tak często jak tylko się dało.

A co studiowałam? Oczywiście geografię.

Zostalam panią magister i jak wiele z nas w tym czasie wyjechałam za granicę.
Padło na zieloną Irlandię.

Czas ten wspominam bardzo miło. Miałam dobrą pracę, fajnych znajomych ale po kilku miesiącach tam spędzonych, po przejechaniu Irlandii wzdłuż i wszerz poczułam, że czas na kolejne zmiany.

Postanowiłam wrócić do Polski.

Skończyłam studia podyplomowe z fotografii, studium grafiki komputerowej i dostałam pracę w zawodzie.
Projektowałam, rysowałam, miałam świetną ekipę w pracy i bardzo dobrego i wyrozumiałego szefa. Mogłam siedzieć spokojnie i pilnować stanowiska ale nadal ciągnęło mnie w Świat.

Przejechałam kawał Europy autostopem, zwiedzałam Polskę i inne kraje i kiedy tylko ktoś rzucał hasło jedziemy, to ja już stałam w drzwiach spakowana.

Kiedy moja kumpela zaproponowała wyjazd na kilka miesięcy do Indii i Nepalu nawet się nie zastanawiałam.
Bilet w super cenie jeszcze bardziej zachęcił. Szef ze zrozumieniem dał urlop bezpłatny i wyruszyłam na kolejną wyprawę.

Po powrocie myślałam, że sobie posiedzę przez chwilę w jednym miejscu, jednak los zdecydowała inaczej.

Co było potem??

Potem był ślub i duże wesele.

Nie nie moje. Mój kuzyn, który właśnie obronił pracę doktorską w Belfaście postanowił zaprosić swoich znajomych ze studiów na swoje wesele do Krakowa.

Ja obiecałam zaopiekować się całą międzynarodową ekipą.
( wersja którą ja opowiadam brzmi: w nagrodę za opiekę nad kolegami mojego kuzyna, mogłam sobie wybrać jednego z nich )

Od razu zwróciłam na niego uwagę. Nie w garniturze, a w jeansach, z rozczochranymi, ciemnymi włosami. Mój typ.

Okazało się, że posadzono nas przy tym samym stole.

Temat do rozmowy się szybko nawinął. Za miesiąc wybierałam się w podróż przez Bałkany do Grecji, a on pochodził właśnie z tego kraju.

To były cudowne wakacje.

Potem zaczęły się nasze często podróże na trasie Kraków – Belfast, gdzie mój Wa robił doktorat.

Związek na dystans to nie łatwa sprawa. Po zaledwie kilku miesiącach podjęliśmy decyzje o zamieszkaniu razem. W Irlandii już wcześniej mieszkałam, w Belfaście jeszcze nie, więc pomysł przeprowadzki w kolejne miejsce bardzo mi się spodobał.

W Belfaście żyło się fajnie. Z muzykami/kompozytorami z Grecji i dziewczyną z RPA, która uwielbiała dla nas piec słodkości zawsze było ciekawie.

Belfast

Pod koniec doktoratu Wa dostał ofertę pracy w Wiedniu.
Po drodze na rozmowę kwalifikacyjną, gołąb narobił mi na głowę ( jak to się mówi; na szczęście) i już wiedziałam, że Wiedeń będzie naszym nowym domem.

I tak ja Polka, on Grek, rozmawiający ze sobą po angielsku zamieszkali razem w stolicy Austrii.

wieden

Uwielbiam podróżować. Najbardziej jednak lubię, kiedy mogę się zatrzymać w danym miejscu na trochę dłużej. Poznać ludzi, zobaczyć czym się zajmują, pomieszkać przez chwilę, zobaczyć jak wszystko w danym kraju funkcjonuje.
Moje przeprowadzki to taka forma podróży, na spokojnie, powoli, zwiedzam i poznaje dany kraj i jego okolice.

Austrię zwiedziłam, kraje po sąsiedzku też, czas pomyśleć o nowym domu.
Cieszę się, że mój Wa też lubi się przeprowadzać i teraz wspólnie myślimy gdzie by zamieszkać tym razem.

ka & wa

Reklamy

20 thoughts on “>>>>>>>>Moja historia<<<<<<<<

  1. miło się czyta i myślę sobie, że masz fajne podejście do życia, nie planujesz na siłę, żyjesz i wykorzystujesz okazje, możliwości i szanse podsunięte przez los. miło czytać kogoś, kto nie ma jakiegoś szalonego pędu w sobie, który chyba zbyt często widzę w moim otoczeniu. jakoś tak daje mi to nadzieję, że można żyć po swojemu i ciągle zmieniać i w tych zmianach nie ma nic złego. ile razy zmieniam zdanie, słyszę, że powinnam się zdecydować na jedno, konkret… a może właśnie fajnie jest próbować różnych rzeczy, różnych miejsc i zmieniać? jestem ciekawa na co się teraz zdecydujecie, tak czy siak, życzę mnóstwa szczęścia, gdziekolwiek się nie przeprowadzicie;)

    • Dziękuję za tak miłe słowa 🙂
      Nie widzę nic złego w zmianach, wręcz przeciwnie uważam, że przynoszą bardzo wiele dobrego. Zwykle wszystko co robię wiąże się z podróżami oraz jakąś formą sztuki, jednak na swoim koncie mam również doświadczenia w totalnie innych zawodach. Kariera itp nidy mnie nie interesowały, chciałam się rozwijać, poznawać, zwiedzać i czerpać z życia jak najwięcej. Każdy etap nauczył mnie czegoś fajnego i nie zmieniłabym niczego w moje przeszłości. Jestem od Ciebie trochę starsza, więc napiszę Ci jak starsza siostra 🙂 Jeśli masz ochotę i marzysz o czymś, nie przejmuj się co inni mówią. To Twoje życie i wszystko zależy od Ciebie. Ile osób, tyle opinii, wszystkich nie da się zadowolić. Zwykle nie analizuję tylko podejmuję spontaniczne decyzje i jak do tej pory wychodzi mi to na dobre 🙂 Prawda jest też taka, że nigdy w życiu nie ma idelanie. Ważne jest aby skupiać się na tych pozytywnych stronach medalu 🙂

  2. :)))) Jak byś mi w myślach czytała (zadawałam pytania podczas lektury) bo co akapit to mam wyjaśnienie. Super historia Kasia! Bardzo mi się podoba takie podejście, no i corocznych greckich wakacji zazdroszczę jak szalona!

    • Jak poznałam mojego Greka, to sobie pomyślałam, że teraz będę musiała co roku do Grecji jeżdzić, a ja w te same miejsca dwa razy jechać nie lubię. W Grecji byłam już wiele razy i się okazało, że tak bardzo mi się tam podoba, że jak wracam to nie mogę się doczekać kolejnego wyjazdu 🙂

  3. Ale masz ciekawą historię. Fascynują mnie ludzkie opowieści. Często są lepsze, niż nie jeden film. Masz osobistego Greka, hmm to ja bym skorzystała i nauczyła się greckiego:) Kiedy pracowałam w Grecji, bardzo mi ten język podchodził. Życzę Wam wszystkiego dobrego i niezliczonych podróży.

    • Też uwielbiam słuchać historii innych osób, często się wypytuję i czasem się boję, że ktoś pomyśli, że jestem za bardzo ciekawska 🙂
      Kiedy zamieszkaliśmyw Austrii wszyscy mi mówili, że powinnam się j.niemieckiego uczyć, a ja dla odmiany zaczęłam się uczyć greckiego. W rezultacie znajomość języka greckiego bardziej mi się przydaje niż niemieckiego, ale to już temat na kolejną opowieść 🙂

  4. Ojej, ale mamy podobny światopogląd 😀
    Bardzo jestem ciekawa gdzie Cię poniesie.
    A może zajedziesz na kawę do Londynu? 😉 coś czuję, że mogłybyśmy gadać godzinami :))

    Nawet moja planowana podróż dookoła jest tego świadectwem – chcę pomieszkać w kilku miejscach, raczej niż być w ciągłej podróży i tylko dotykać kultury. Ja chcę się zanurzyć, poznać i poczuć!

    • 🙂 po pierwszej wizycie na Twoim blogu pomyślałam podobnie, że dogadałybyśmy się bez problemu. Dzięki za zaproszenie. Mam nadzieję, że się wkrótce gdzieś spotkamy. Na kawę do Londynu wpadnę bardzo chętnie 🙂

  5. Kilka lat mieszkałam w Belfaście
    .
    Całkowicie się z Tobą zgadzam, Żeby poznać inny kraj trzeba w nim pomieszkać, poznać ludzi, popracować. Turystyczny wyjazd nam tego nie zapewni.

    • Dokładnie. Widzę jak bardzo zmieniło się moje zdanie co do Wiednia. Po krótkiej, turystycznej wizycie miałam zupełnie inny obraz tego miasta. Teraz, kiedy tu mieszkam widzę wszystko z zupełnie innej perspektywy.

  6. Pozytywna historia 🙂 I jak ja Ci zazdroszcze podejscia Twojego faceta – mojemu sie spodobala Szwecja, bo ”tu jest spokojnie i dobrze placa”, a ja juz mysle, gdzie by tu sie dalej przeniesc za jakis czas i ile czasu mi zajmie przekonywanie 😛

  7. uśmiech na twarzy Kasia .. Twoja historia taki przynosi .. taki oddech i optymizm .. fajną jesteście parą … trzymam kciuki za Twoją kolejną podróż .. uważaj na siebie pozdrawiam bardzo ciepło :^)

  8. Kocham Pozytwnie Zakręconych Ludzi, Ciebie też kocham (jakkolwiek to brzmi 😀 ).
    Nie znoszę być turystą, nie znoszę zorganizowanych wycieczek autokarowych, schematycznych wakacji z katalogu. Jeśli gdzieś muszę przebywać z powodu pracy, zaraz chcę mieć tam kąt do mieszkania (dzięki temu bzikowi poznałam męża). Zgadzam się z opinią, że zobaczyć można wiele miejsc, ale by je poznać, to trzeba się w nie wtopić, nasiaknąć ich zapachem, stać się ich częścią. Serdeczne pozdrowienia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s